Tyle czasu minęło i tyle się działo, że totalnie nie wiem od czego zacząć... no ale spróbuję to wszystko jakoś jak najbardziej streścić:
1) Życiowo
- tutaj chyba najwięcej zmian. Krótko po ostatnim wpisie (wcześniejszej nieformalnej kilkumiesięcznej separacji i kolejnym podejściu)rozstaliśmy się ostatecznie z żoną. Tym razem było mi trochę łatwiej ale ja wrażliwy chłopak jestem i mimo wszystko ciężko było mi ułożyć sobie życie na nowo. Sprawę utrudniały sprawy majątkowe + nasz synek którego chciałem jak najcześciej widywać... a jakoś tak ciężko było kilka razy w tygodniu zostawiać go z nią w do niedawna jeszcze naszym wspólnym domu, nie spędzać aż tyle czasu itd itp no ale to nie telenowela to się jakoś strasznie rozpisywał nie będę
Wyprowadziłem się, wynająłem z Playerem zajebiste mieszkanie w centrum Poznania, 80m 3 pokoje, podziemny garaż, zmywarka, urzadzone w wysokim standardzie i zajebiste jacuzzi i żeby zapić smutki zacząłem korzystać z życia po 8 latach bycia wiernym jednej kobiecie... Bilans kolejnego 1,5 roku to ze 100+ imprez, kilka romansików, sporo wariactwa aż w końcu zmęczenie tym wszystkim i kilka miesiecy celibatu/wyciszenia, potem znowu imprezowa wiosna/lato i w sierpniu 2011 poznałem super dziewczynę z którą jestem szczęśliwy jak jeszcze nigdy nie byłem
Przez cały ten czas moja ex robiła jakieś tam nadzieje, nie chciała jeszcze rozwodu i nawet znowu coś tam próbowaliśmy ale bariery były totalnie nie do pokonania i we wrześniu 2011 nareszcie zakończyłem ten etap życia rozwodem za porozumieniem stron z synkiem widuję się normalnie + mam go na 2 weekendy w miesiacu i jakieś tygodniowe wakacje tu i tam. Oswoił się już z sytuacją. Mamy kochające wnuczka rodziny, dużo znajomych itd więc jakoś się to wszystko toczy
2)Wyjazdy, koncerty itp...
Tyle tego było, że pewnie coś pominę ale zaliczyłem przez te 2 lata fajny wyjazd na deskę z Soprano, Kiełbaxem, Playerem i moimi przyjaciółmi z cywila... jakieś wyjazdy nad jeziora, morze itd itp standardowo. Koncerty Bryana Adamsa, Nosowskiej i pewnie jakieś o których w tej chwili nie pamiętam
3) Wakacje życia:
W październiku 2010 pojechałem na 2 miesiące do Tajlandi (połowa czasu z parą przyjaciół z cywila a druga połowa z Playerem)... mieszkaliśmy u Smolnego który się tam juz wtedy osiedlił na stałe. O samych tych wakacjach mógłbym pisać godzinami Kraj niesamowity, kultura buddyzmu nieprawdopdoobna, jedzenie genialne, atrakcje dla singi boskie, piękna pogoda, piękne plaże, piękne turystki ITD ITP
Pokerzystów tam mnóstwo i większość już wrzucała setki opisów, ja mogę tylko potwierdzić że to raj na ziemi. Z tajlandi wróciłem z najmniejszym rollem/majątkiem w życiu ale z niesamowitym mindsetem, nastawieniem do życia, rodziny, przyjaciół, religii i poniekąd od tamtego czasu wszystko poszło do przodu...
w tajlandi zrobiłem zajebisty tatuaż, potem w tym roku też kolejny drobny z jednym z moich ulubionych cytatów:
4) Gadżeciki:
Na pocieszenie po rozstaniu z żoną odrazu kupiłem swoje marzenie z dzieciństwa tj Jeepa Grand Cherooke i jeżdzę nim do teraz... Z zewnątrz kwadratowy, w środku toporny, pali jak czołg ale i tak go uwielbiam!!!
coś takiego mniej więcej:
w mieszkaniu zmontowałem stanowisko batmana (z 2x20 1600x1200 i 30 2560x1600 tak jak pisałem w poprzednim blogu), kupiłem ergomaxa, w salonie wstawiłem plazme 50tkę i podpiąłem pod to WD HDTV playera z kilkoma dyskami i setkami filmów w 720 albo 1080p
Po drodze zoperowałem sobie oczy, pierwszy raz w życiu nie musiałem nosić okularów i shipnałem sobie wytęsknione Raybanki
5) Sportowo:
Po wyprowadzce w marcu 2010 przy 186 wzrostu ważyłem 99kg, miałem oczywiście bebzol i byłem zapuszczony po jakiś 2-3 latach totalnie bez ćwiczeń (nie licząc golfa)... zaczałęm coś tam biegać lightowo i w tym cyklu imprezowym coś tam się ruszałem, zrzuciłem z 7-8kg w 2 miesiące ale potem praktycznie do maja 2011 utrzymywałem się na poziomie 91-92 nie mogac zbić nic więcej i robiąc wszystko na pół gwizdka czy tam jeszcze zdecydowanie mniej + jedząc ścierwa nonstop. W maju 2011 zaczałem porządnie biegać, po 3 tygodniach przebiegłem zawody na 10km poniżej 50min i zdecydowałem, że trenuję do półmaratonu/maratonu... w międzyczasie okazało się, że Banis tez i tak sobie koniec wiosny i lato przetrenowaliśmy razem kilka razy w tygodniu... pierwszego półmaratonu na zawodach nie ukończyłem przez kontuzję mimo dobrego przygotowania kondycyjnego ale drugi na Mistrzostwach Polski w Pile zrobiłem już w 01:57:09 z dużymi rezerwami z czego byłem super zadowolony... potem praktycznie cały cykl treningowy do maratonu i na 2 tyg przed maratonem poznańskim w październiku po powrocie z Barcelony zachorowałem i już mnie grypsko trzymało z 2 miesiące więc maraton poddałem walkowerem... ale co od maja do października przebiegłem 730km to moje... teraz po prawie 3 miesiącach przerwy czując się fizycznie znowu zaniedbanym, wróciłem do biegania mimo, że nienawidzę biegania jak jest zimno w kwietniu półmaraton, w maju maraton a potem zobaczymy
6) Wyjazdy live:
Jeszcze w 2010 roku pojechałem tylko na EMOPa do Lizbony, w 2011 jakiś Hesop, później w sierpniu i październiku tygodniowe wyjazdy do Barcelony z zajebistą ekipą : Soprano, Banis, Lego, Zapolek, Napalm, Magic. W listopadzie jeszcze jeden, ale już tylko z Zapolkiem. Towarzysko i turystycznie wyjazdy super. W turniejach nie grałem ale za to cashe po 10-12h dziennie i średnio z tych 3 wyjazdów wyniki przyzwoite mimo, że tonę buinów poniżej EV... z ciekawostek to w sierpniu np w 35 stopniach biegaliśmy normalnie z Banisem cykl treningowy... 21km o 12:00 chodnikiem na plaży to naprawde hardkor. Tak jak Soprano zawsze przeżywa Barcelona genialna... Jakby się dało postawić taką Barcelonę w Tajlandi to byłoby juz idealne połączenie
7) Coachingi:
Z rok temu jeden pokerzysta przekonał mnie do longterm coachingów. Od tego czasu przyjąłem kilku uczniów, rozwinąłem się niesamowicie. Jednak czasem konieczność wytłumaczenia czegoś komuś pomaga na maxa usystematyzować często intuicyjną więdzę. Rozwinąłem się też z etyką pracy, sposobami szukania informacji, robienia rozbudowanych analiz czy przygotowywania ćwiczeń pod różne typy umysłów czy różne typy preferowanego sposobu nauki... Żałuję że wcześniejsze kilka lat byłem w tej kwestii taki oporny bo może sam byłbym teraz w innym miejscu. Każdemu polecam jakąkolwiek formę długoterminowej współpracy z innymi pokerzystami, rozwojowo, towarzysko itd
8) Rok 2011:
O swoich wynikach nie miałem zamiaru standardowo zupełnie pisać, bo jakoś nie ma się wielce czym chwalić ale spodobał mi się wykresik w bb jak go ostatnio odpaliłem no i już wrzuciłem w wątku z podsumowaniem 2011 to mogę i tu umieścić... Grałem nisko, wiele shotów mi nie wyszło więc w $$$ wykresik nie jest tak sexy jeden DS/okres BE na 100k rozdań i kilka po 30k... ale rok kończę pełen optymizmu i dobrego nastawienia przed 2012 biorąc pod uwagę wszystkie okoliczności jestem zadowolony ze swojej etyki pracy, jakości gry, ilości analiz, dokształcania się itd no ale jeszcze długa droga przede mną i ambitne plany na 2012...
Jeśli ktoś doczytał do tego momentu chciałem się jeszcze rozpisać odnośnie tych wszytskich teorii spiskowych, afer, aktualnych realiów pokera itd ale jakoś nie bardzo mam siłę w tej chwili więc może later... w kazdym razie w skrócie uważam, że większość gier do nl400 jest na luzie do pokonania mimo, że poziom rośnie. Wystarczy tylko odpowiednia ilość pracy, poukładany mindset i kupa innych rzeczy a niestety większość z nas ma mniejsze lub większe problemy z wieloma aspektami niezbędnymi by być wygrywającym graczem. Potem szukamy przyczyn zewnętrznych, wytłumaczeń, pretekstów zamiast stawić czoło prawdzie, na trzeźwo ocenić sytuację, zrobić sobie sensowny reality check i się dostosować... no ale o jak napisałem, może innym razem się rozpiszę
A tymczasem dzięki za uwagę i napiszę coś znowu pewnie za kilka miesięcy... oby tylko nie za kolejne 2 lata
i na koniec żebym miał na piśmie jak jak się przyszły ja będzie chciał z aktualnym mną rozliczyć:
- zagrać z 700k rozdań +
- ogarnąć 2 inne softy i grać regularnie na różnych sieciach
- wprowadzić dni turniejowe i 2-3 niedziele w miesiącu się tego trzymać
- pracować nad analizami/grą z 10h+ tygodniowo
- zwiekszyć o 20% ilość coachingów i wprowadzić kilka nowinek
- zaliczyć 6+ tygodniowych wyjazdów na turek + cashe
- przebiec 3 półmaratony i 2 maratony
- zaliczyć 1 wyjazd na deskę, 2 tygodniowe na jakieś wakacje i jeden 3-4 tygodnie typu Azja itp
- zorganizować jedną zbiórkę na cele charytatywne
- ograniczyć niezdrowe żarcie
- kupić mieszkanie
- zaliczyć kilka krótkich/jeden długi kursów coachingu/mentoringu czy szerokorozumianej psychologii/psychologii społecznej
- znaleść jakiś czas typu z 15h miesięcznie od maja do września na przyjemności typu golf i zaliczyć przynajmniej z 3-4 wyjazdy 1-2 dniowe typowo golfowe
Nazbierało się znowu trochę rzeczy to stwierdziłem, że się zmobilizuję do updatu...
Egipt o którym pisałem w ostatnim wpisie udał się bardzo fajnie. Hotel idealnie przystosowany dla pokerzystów, działający net w pokojach (co u Arabów zbyt często się nie zdarza), jedzenie super jak zawsze, plaża 30m od hotelu i stosunkowo mało animatorów zawracających dupę. Byłem już chyba w 20+ hotelach w krajach arabskich i zdecydowanie każdemu polecam Sea Star Beau RIvage http://www.seastar-beaurivage-hrg.com/default.aspx
Po powrocie z Egiptu święta itd w rozjazdach rodzinnych bez wielkich atrakcji. Zaraz po świętach odwiedziliśmy kuzynkę w UK na sylwestra i porobiliśmy lekkie zakupy. było koło 0 stopni a na polu golfowym jakieś 50m od ich domu grało sporo Anglików. Jak ja im tego zazdroszczę! Chyba prawie tak bardzo jak Smolnemu Tajlandii, też teraz mieszka na polu golfowym ale nadal go ten sport titluje więc i tak nie gra LOL
Pierwsza połowa stycznia upłynęła pod znakiem zakupów snowboardowych. Miałem 8 lat przerwy więc właściwie musiałem/chciałem wymienić wszystko. Kupiłem spodnie, kurtkę, jakieś inne ciuchy. Z fajnych do pokazania rzeczy to kask i decha.
I tak zaopatrzony wykupiłem kilka lekcji na Malcie, żeby sobie zacząć przypominać, a w praktyce uczyć od nowa bo 8 lat z 15kg różnicy i ogólnie 100 raz mniejsza kondycja jednak jak się okazuje różnice robi sporą. Całe szczęście wziąłem te lekcje bo po 10 dniach codziennych wizyt na Malcie (a było zajebiście bo to wtedy już napadało tak dużo śniegu i nie trzeba było na szczotkach jeździć) dawałem sobie już jakoś radę i kondycyjnie też lepiej więc pełen zapału oczekiwałem wyjazdu.
W połowie stycznia wyjechaliśmy ze Smolnym z biurem podróży Malta SKi, które mogę teraz już każdemu polecić. Na wyjazd do miejscowości Sam Martino Di Castrozza. Sama miejscowość fajna, ale brakowało nam fajnych knajp, imprezowni itd które są np w Livinio. Tras bardzo dużo i super przygotowane. Ludzi na stokach było bardzo mało gdyż zachodnia Europa dopiero tydzień później zaczynała ferie. Pogoda dopisała na maxa, przez cały tydzień samo słońce, wróciłem bardziej opalony niż po Egipcie LOL. Hotel zajebisty na maxa. W piwnicy duże spa, 4 różne sauny, komora kriogeniczna i tego typu bajery. Sam pokój też mieliśmy wypas ok 45m, 2 łazienki, w jednej jacuzzi. Kolejny hotel który mogę każdemu polecić i jeśli kiedyś jeszcze będę jechał do tej doliny to na bank w to miejsce http://www.hotelisolabella.it/.
Właściwie wszystko na wyjeździe było idealnie do ostatniego dnia kiedy schodząc rano do skiroomu okazało się, że nie ma mojej deski. POmieszczenie było całą noc zamknięte, otworzono je rano ok 2h przed naszym wyjazdem bo grupka Polaków z tej samej wycieczki wracała samochodami. W sumie to ich są jedynymi podejrzanymi. To były 2 pary takich trochę penerków, kolesie jeździli na deskach, byli mniej więcej mojego wzrostu i wagi a swoje dechy mieli wypożyczone. Nie muszę też mówić, że hotel ma pewnie z kilkanaście lat i nigdy nikt tam nic nie ukradł, Malta też zorganizowała już setki wycieczek i nigdy nikomu nic nie zginęło no ale mi musiało się przytrafić. no a w samym pomieszczeniu nart itd dużo droższych i bardziej dojebanych od mojej deski kilkadziesiąt no ale jedyne co zginęło to ten snowboard. Następnie wizyta w lokalnym komisariacie. Włosi jak to włosi po angielsku ani słowa więc wytłumaczyłem na migi o co chodzi i jak już zakumał koleś przyniósł jakieś protokoły napisane w kilku językach i ja tam zaznaczałem/opisywałem po angielsku a gość widząc w których rubrykach kumał już po włosku
Kilka dni po powrocie do Polski wybrałem się z Playerem na polecany przez Soprano wielokrotnie koncert Australian Pink Floyd. Floydów nigdy nie słuchałem i znałem może z 3 piosenki ale samo widowisko bardzo mi się podobało i teraz nonstop słucham ich płyt w chacie.
No i z trochę bardziej związanych z pokerem spraw niedawno kupiłem monitor 30, który zawsze chciałem mieć i mam w tej chwili idealny dla mnie setup 20+30+20 o łącznej rozdzielczości4960x1600. Wpierw z tydzień zajęło mi znalezienie rozwiązania jak uruchomić 3 monitory jak ma się na płycie głównej tylko 1 PCIe. Jak już nabyłem kartę radeon 5770 i odpowiednie przejściówki pod DisplayPort to niestety okazało się, że pod XP nie da rady chyba więc kolejny tydzień męczę się z instalacją Win7 bezskutecznie. W każdym razie sam setup super i nawet na aktualnie działających 20+30 mam sporo miejsca na wszystko co robię, ale jak uda się dołożyć tego trzeciego to już będzie idealnie
Jakość słaba, ale w następnym wpisie wrzucę już fajne zdjęcie z działającym prawym monitorem
Docelowo ma to wyglądać mniej więcej tak:
Planuję też zagrać niedługo kilka Emopów i może też jakiś innych serii typu UO na które jeździliśmy 2 lata temu, ale to tak od drugiej połowy marca najwcześniej.
Z planów na najbliższy rok to planuje teraz jeszcze jeden wyjazd na deskę w kwietniu do Livinio najprawdopodobniej, potem w maju Tajlandia do Smolnego. Ale jeśli w Polsce szybko się zacznie wiosna to przełożę to na wrzesień/październik żeby szybko i intensywnie zacząć sezon golfowy. Bytkowo w Poznaniu nam zamknęli gdyż przez środek pola będzie szła autostrada i muszę je teraz przeprojektować więc plan na sezon wygląda tak, że w Poznaniu codziennie trenuję na driving range, putting reen itd i co 10-14 dni jadę na 2 dni na jakieś fajne pole typu Toya we Wrocławiu czy Amber w Międzyzdrojach. Mam nadzieję, że chętnych na wyjazdy i spotkania golfowe będzie wśród grających pokerzystów więcej to myślę, że fajne wyjazdy mogą być...
Na wiosnę mamy też zamiar z kumplem wybrać się pierwszy raz w życiu na skoki spadochronowe więc wtedy na bank wrzucę jakąś relację. Kiedyś skakałem na bungee i było mega zajebiście więc jeśli tu będzie podobnie to zabawa będzie świetna.
AAAAAAAAAAA i bym zapomniał że chciałem napisać o Avatarze. Jestem jedną z tych osób które film zachwycił. W kinie byłem już z 6 razy i za każdym jednym razem wychodzę pod takim samym wrażeniem. Historia niby prosta i nic niesamowitego, ale jak Cameron złożył do kupy krajobrazy, muzykę, efekty + to 3D to nic dziwnego, że film zarobi pewnie z 4mld total czyli dwukrotnie przebije Titanica. Świat piękny, odstresowujący taki na wyciągnięcie ręki, że aż chciałoby się w nim znaleźć, historia prosta ale z morałem i wzruszająca jak mało co. Od czasu Matrixa jedynki nic mnie tak nie zachwyciło a oglądam setki filmów miesięcznie a czego wszystkie superprodukcje w kinie. Szczerze polecam
Jak nietrudno się domyślić widząc ostatnie kilka wpisów podobnie jak SC będę dublował tutaj swojego bloga z YT (póki co skopiowałem 6 wpisów z ostatniego roku)
Jest on w innej formule niż ten, który tu kiedyś prowadziłem i mało w nim o grze online, ale morze kogoś zainteresuje golf i inne pierdoły
No ale jakoś nie ma za bardzo o czym pisać jeśli chodzi o "pracę". Wrzucę więc trochę o pokerze + rózne bzdury standardowo:
Pokerowo nic nowego. W necie do końca sierpnia grałem mało bo jakoś nie bardzo było kiedy. Sezon golfowy w pełni, pogoda ładna, Kubuś do przedszkola dopiero od września więc ciągle albo za bardzo zmęczony albo za mało czasu. Jednak jakąś tam stabilną ilość rozdań z sensownym winratem utrzymywałem i powoli wszystko szło do przodu. Od września staram się zmobilizować do większej ilości gry ale jak to zwykle karma sprawia akurat musiałem trafić na sporego DS i cokolwiek zrobie idzie źle. Kręcę się koło 0 co przy moich wydatkach jest równoznaczne ze srogim przegrywaniem, no ale w końcu musi się skończyć pewnie.
Na turnieje live nigdzie nie pojechałem bo na USOPy jakoś mi się nie chciało za bardzo a UO itd to jakoś szkoda siana na wkupienie się jak nastały gorsze czasy . Zachęcony sukcesem Żubera (Żubra?) jeszcze w tym tygodniu zabieram się za intensywne granie satelitek do EMOPów i mam nadzięję trochę na nie pojeździć w nadchodzącym drugim sezonie. Możliwe ze zawalczę też o UO Warszawa na zakończenie roku ale to zależnie od wyników online.
Golfowo sporo się działo od ostatniego wpisu. Pewnie z 5-6 razy w tygodniu chodziłem na driving + dość często na pole. Jak to w golfie bywa ostro poprawiłem skilla, potem masakryczny spadek i powolny wzrost znowu. Sporo lekcji z lokalnym pro było potrzebnych żeby wyeliminować złe nawyki ale pod koniec sezonu wyniki były już ładnie widoczne. Odwiedziłem kilka pól w Polsce: Amber w Międzyzdrojach, Toya we Wrocławiu, Lisia Polana w Wawie i muszę powiedzieć, że pierwsze 2 są o 100 lat świetlnych przed naszym poznańskim Bytkowem. Zainwestowano w nie dużo więcej kapitału, prowadzone z rozmachem i z utrzymaniem bardzo wysokiej jakości. Gra się na nich mega przyjemnie. Lisia Polana z drugiej strony też w miarę zadbana itd ale kompletnie banalna, proste fairwaye, prawie brak wody (jeśli już jest to tak naprawdę poza 1 dołkiem nie jest w grze), bukry poustawiane głównie jako ozdoby. Dobre pole do zbijania handicapu dla początkujących graczy. W lipcu/sierpniu dobrymi wynikami na Toyi zbiłem oficjalnie HC na 29. We wrześniu na Lisiej Polanie zrobiłem grając samymi ironami bodajże 102 i 95 dwa dni z rzędu (a wcale nie grałem lepiej niż ten miesiąc wcześniej) więc to pokazuje jakłatwe jest to pole. tak przy okazji jeśli gdziekolwiek miałby się Warsawowi udać jego golfowy zakład to w Polsce musiałoby byc właśnie to pole.
Poniżej linki do 4 wymienionych pól i zdjęcia z niektórych dołków:
Pod koniec sezonu zakupiłem też nowe irony z któych jestem bardzo zadowolony. Mam już więc praktycznie kompletny zestaw. Jak zacznę lepiej grać dokupię jeszcze jakiegoś fairway wooda ale to pewnie trochę potrwa. Na przyszły sezon stawiam sobie ambitne cele związane z HC i ten zakup na pewno przyczyni się do ich osiągnięcia:
Po zakończonym sezonie golfowym jakoś nie chce mi się w dzień siedzieć w domu więc od 3 tygodni wziąłem się intensywnie za siłownie + biegi. Plan jest żeby mniej więcej utrzymać wagę (no może zrzucić z 4-5kg) ale przerobić tłuszcz na mięśnie Jak to zwykle bywa zacząłem od ostrych zakwasów ale po pierwszym tygodniu się rozkręciłem. Ćwiczę sporo prawie codziennie + biegam jakoś z 3km 4 razy w tygodniu. Planuje wejść na 5km 4 razy w tygodniu i na siłowni 12 ćwiczeń zamiast aktualnych 8. No i jak znajdę towarzystwo to raz w tygodniu basen. No i jak wszystko dobrze pójdzie może wrócę do formy jaką kiedyś miałem
We wrześniu po raz kolejny (tylko że tym razem na pół roku albo i dłużej) Smolny i Mudża wyjechali do Tajlandii z zamiarem gry online, wypoczywania i zwiedzania Azji. Mają fajną chatę, zajebiste jedzenie i super okolicę. W grudniu mieliśmy z żoną ich odwiedzić ale niestety teściom przesunęli powrót z wakacji i nie ma kto się zająć synkiem. W związku z tym wyjazd przesunięty na luty ale przy okazji umieszczam lnka do bloga jakiego założyli. Miejmy nadzieję, że starczy im energii do częstych updatów i opisywania życia w Azji bo nie jest to raczej ich mocna strona
Jakoś nie zniechęceni koniecznością odwołania tego wyjazdu wykupiliśmy wycięczkę do wypasionego hotelu w Egipcie. Lubimy kraje arabskie i zanim pojawił się Kubuś jeździliśmy tam bardzo często no ale od porodu ponad 2 lata temu będą to pierwsze wakacje bez niego Wypoczniemy, ponurkujemy, będziemy jeść i pić bez umiaru oby tylko nie dopadła nas klątwa faraona...
Jak na szybki update to sporo się rozpisałem. Jeśli zacznę jeździć na turniej live i będzie zainteresowanie to wrzucę pewnie jakiś update co kilka tygodni. Ale jeśli nie to do zobaczenia za kilka miesięcy bo jakoś nie sądzę, żeby strony pokerowe były dobrym miejscem do opisywania kariery golfowej, różnych hobby, treningów i wyjazdów wakacyjnych